– Nie wiem – przyznał, a Shana głośno wypuściła powietrze z ust. – Nie mówiła o tym?

wielu dorosłych potrafi tak rysować albo chociaż tak rozmawiać?...
Nie wiedział, co powiedzieć, czuł się przyparty do muru. Tammy wytrąciła mu z ręki wszelkie racjonalne argumenty, a teraz patrzyła na niego błyszczącymi oczami. Jej skóra zaróżowiła się od emocji, pierś unosiła się w szybkim od¬dechu, ciemne loki opadały na nagie ramiona...
- A czy już nie tęsknimy?... - westchnęła Róża wtulając się w dłonie Małego Księcia.
- Cóż... Na razie ma przy sobie nianię, a gdy tylko wró¬ci do Broitenburga, zatrudnię kogoś kompetentnego.
- Nie - wyszeptała z trudem. - Nie miałam z nią kon¬taktu...
Potem spojrzał na Różę i usiadł obok niej.
Swoją drogą, nienawidził tego paradnego ubioru. Nie znosił zadęcia i pompy. Irytował go napuszony ambasador i jego ordynarnie wielka limuzyna. To wszystko działało mu na nerwy. Mark szczerze nie cierpiał roli regenta i gorąco pragnął uwolnić się od niej. Tak się jednak złożyło, że speł¬nienie jego marzeń zależało od tej dziewczyny.
- No to będzie musiał pan jechać tak do Europy.
Innego dnia Mały Książę rozważał na głos:
- Myślałam o tobie... - zaczął i zawiesił na chwilę głos, by przekonać się, czy Róża opanuje swoją ciekawość.
Księcia. -Pięknie mieszkasz... - powiedział Mały Książę z uznaniem. - Ale samotnie. Kiedyś było tu jeszcze piękniej
- Zająć się z powrotem Henrym na poprzednich zasa¬dach? Wcale ci tego nie proponuję, za dużo bym stracił. Chcę być za niego odpowiedzialny. I za mój kraj też. - Po¬patrzył na nią z powagą. - Przeszłość jest już zamknięta. Teraz jestem naprawdę gotów przyjąć na siebie obowiązki zarówno głowy państwa, jak i opiekuna Henry'ego. Posta¬ram się wywiązać ze wszystkiego jak najlepiej i nie powta¬rzać starych błędów, ani błędów mojej rodziny. Zmieniłem się. Dzięki tobie.
- Ciebie nazwę Wesołym, a ciebie - Ponurym.
- Widziałem chorego, któremu jakiś lekarz przywrócił zdrowie. Chory był szczęśliwy, bo już stracił nadzieję na

194

- Monsieur Lavac?
umiałem: że wystarczy po prostu być sobą...
- Nie!

Piękne oczy. Niebieskie i czyste jak jezioro wśród gór. Mogłaby w nich zatonąć. Byleby tylko nie myśleć o tym, co się stało.

tylko dla żony, ale i jej znajomych.
O Boże! Chce ją skrzywdzić! Zgwałcić! Zabić! Zrobiło jej się niedobrze ze strachu.
dziewczynom.

- Nie? - Zaśmiała się cichutko. - Nawet jeśli jeszcze nie, to jesteś na najlepszej drodze. Nie miałeś serca go zo¬stawić. Wiem o wszystkim, co robiłeś, znam każdy twój krok. Każdy...

przez mrok, przebierała nogami, ale poruszała się powoli, żwir czepiał się jej stóp. Rwała do
– Więc może go wrabia – podsunął Hayes.
potrzebował pomocy partnera, poprosiłby o to.